wtorek, 27 września 2016

Piąta Fala - Rick Yancey


Pierwsza fala przyniosła ciemność.
Druga odcięła drogę ucieczki. 
Trzecia zabiła nadzieję. 
Po czwartej wiedz jedno : nie ufaj nikomu.

Tym razem padło na Piątą Falę.
Od dawna przymierzałam się do przeczytania tej książki, a później obejrzenia filmu. W końcu przeczytałam wszystkie 3 tomy - i teraz nie wiem, czy mam ochotę go oglądać, bo po co, jeśli tak jak książka, złamie mi serce?


Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)

Piąta fala opowiada o inwazji obcych. Okazuje się, że obserwowali oni nas od tysiącleci, czekając na odpowiedni moment, by rozpocząć działania. Wyprzedzają nas myśleniem i technologią o niewyobrażalne lata. Na początku nie jest jasne, jaki jest cel ich inwazji (nie chcę spoilerować, ale chodzi im o coś więcej niż przejęcie planety). Najgorsze jednak jest to, że teraz każdy może okazać się twoim wrogiem.
Akcję śledzimy z perspektywy Cassie, Evana ( uciszacza), Sama, a później Bena, Ringer czy takich postaci jak Pączek i Dumbo. Nie powiem, najbardziej podobała mi się pierwsza część książki, chociaż to w sumie już stereotyp, że ona zawsze jest najlepsza. Poza tym w niej było najwięcej Cassie i Evana, którzy zaskarbili sobie moje przychylne uczucia.



Właśnie skończyłam czytać 3 część - i nie wiem, jak to się stało, ale jestem całkowicie, bardzo, ale to bardzo poruszona. A przecież powinnam być półprzytomna i nie do życia, bo piszę to, będąc przeziębiona. Cały dzień czułam się tak obojętna, jak bywała czasami Ringer, a tu proszę....Chyba dramatyczna końcówka (zero spoilerów) wywołała we mnie takie odczucia. Swoją drogą, mam ochotę udusić za nią Yanceya gołymi rękami. Strasznie mnie tym wkurzył. Dlatego zawsze dłużej przymierzam się do czytania trylogii! W większości przypadków się tak kończą! Czuję się zawiedziona...

No, ale chyba czas przejść do konkretów. 
Trzyma nas absolutnie cały czas w napięciu.
Rick Yancey, jak na mężczyznę, umie  wedrzeć się w ludzką duszę. I obszernie opisuje refleksje głównych bohaterów. Słusznie.. ciężko to ująć - klasyfikuje typy ludzi, to znaczy, jeśli w jego książce pojawi się jakaś postać, to jest ona bardzo dobrze przemyślana, wykreowana. I on idealnie ją opisuje - możecie tam znaleźć mieszankę cech tych wszystkich ludzi: przypadkiem poznanej ostatnio osoby, sąsiada, miłej cioci, brata, czy nawet samego siebie - nie da się tego inaczej powiedzieć, Yancey po prostu trafia w samo sedno ludzkości. Żeby zbytnio nie wychwalać, szczerze przyznam, że niektóre z tych wychwalanych przeze mnie postaci na początku zwyczajnie mnie irytowały (oprócz oczywiście Cassiopei i Evana), wystarczy jednak przeczytać całą serię, by nabrać do nich przekonania. 

Trochę  denerwował mnie tak mało rozwinięty wątek między właśnie Cassie a Evanem. Nie to, że go nie było - bo oczywiście był - szczególnie w pierwszej części (która swoją drogą oczarowała mnie najbardziej), bo później niby był, ale jednak za mało konkretów, zawsze coś go zsuwało na drugi plan i tak dalej. Zakładam jednak, że to nie był główny priorytet podczas pisania książki, dlatego (z bólem) mogę to wybaczyć autorowi. 
Nie wybaczę mu za to zakończenia! Jestem fanką happy endów, a tu jak zwykle ktoś musi się poświęcić....<-----> To wcale nie spoiler, po przeczytaniu pierwszej lub drugiej części raczej nie będziecie zakładać, że to się właśnie tak skończy. 

Pomijając ten defekt,
Nie wiem, czy tę książkę dałby radę napisać ktoś mniej przenikliwy. I ktoś potrafiący tak głęboko sięgnąć w człowieczy umysł. W swojej książce zawarł przepis na zniszczenie ludzkości - który nie jest w sumie wybitnie ciężki. W książce sami siebie niszczyliśmy - oraz oczywiście naszą planetę, obcy nas do tego jedynie popchnęli. Potrzeba tak dużo, a jednocześnie tak mało.


"Tak się nazywam. Nie Cassie jak Cassandra, nie Cassie jak Cassidy. Ani nie Cassie jak Cassiopeia. Już nie. Jestem teraz kimś o wiele większym.
Jestem kimś o wiele większym. Jestem wszystkimi tymi, których oni pamiętają, tymi, których kochali, tymi wszystkimi, których znali i wszystkimi, o których tylko słyszeli. Ile osób mieszczę w sobie? Policz gwiazdy. No, dalej, oszacuj liczbę ziaren piasku. To właśnie ja.
Jestem ludzkością"


Warto przeczytać Piątą Falę - coś w tej książce sprawia, że po przeczytaniu jej czujesz się bardziej człowiekiem niż wcześniej.

Jak oceniam? : 8/10


sobota, 24 września 2016

Magonia - Maria Dahvana Headley




Cykl: Magonia
Wydawnictwo: Galeria Książki



M a g o n i a ma wszystko: intrygujący (choć dziwny) tytuł, zachęcający opis, piękną okładkę, dziwne imię głównej bohaterki.
Już samo to roztaczało wokół książki aurę tajemniczości, gdy trzymałam ją w ręku w księgarni. I właśnie ta aura skłoniła mnie do kupienia jej.

Ma też równie dobrą treść.

Tak, to zdecydowanie był dobry wybór.

Poza tym wszystkim, co wymieniłam, dodajcie odrobinę czegoś wyjątkowego - bo jednak trzeba przyznać, że tematyka książki odstaje nieco od większości. Niektórym może ona się nie spodobać,
bo ta inność rzeczywiście jest trochę dziwna. Ale ma urok i miło jest czasami oderwać się od stałej tematyki typu wampiry i wilkołaki, których w Magonii nie znajdziemy (nie, żebym coś do nich miała, bo znajdują się w większości pozycji na mojej półce).


Aza Ray Boyle topi się w powietrzu.
Od dzieciństwa cierpi na tajemniczą chorobę płuc, z którą ciężko jest oddychać, mówić.

To cud, że w ogóle udało jej się dożyć swojego wieku, bo lekarze już dawno wyliczali lata, jakie jej zostały. Jest na tyle poważnie, że to pierwszy przypadek takiej choroby, dlatego została ona nazwana Azaray.
Gdyby ktoś powiedział, że Aza jest anatomicznie nieprzystosowana do życia na ziemi, trafiłby w dziesiątkę. 
Bo Aza nie  jest stąd.
Tak naprawdę jest z Magonii - świecie statków, który znajduje się ponad ziemią. Jego mieszkańcy nie mogą w swoich postaciach normalnie funkcjonować na ziemi - i, co w sumie jest normalne, na odwrót. 
Tutaj królują ptaki.
Dziewczyna nie wie, co o tym myśleć. Jest rozdarta pomiędzy dwoma światami, a także osobami, ponieważ okazuje się, że jej prawdziwa rodzina jest z góry, a przecież na dole zostali ci, których wcześniej za nią uważała. I Jason, którego też prawdopodobnie kochała. Ale pomimo tęsknoty za ziemią, Aza postanawia pomóc załodze statku (po zafundowaniu jej solidnego zamydlenia oczu) w wykonaniu pewnego zadania (które dla naszego świata może przynieść katastrofalne skutki).


Nawet nie zauważyłam, kiedy zdążyłam ją przeczytać. Naprawdę mi się podobało. Momentami przeszkadzała mi lekkomyślność głównej bohaterki oraz WWW* załogi statku, ale cóż to znaczy, jeśli nie ma zastrzeżeń co do reszty? Nie zabrakło mi akcji i nie nudziłam się w trakcie czytania. Maria Dahvana Headley pisze bardzo dobrze. Umie utrzymać czytelnika w napięciu. Stworzyła nowy, oryginalny świat. Nigdy wcześniej nie trafiło w moje ręce nic jej pióra, ale koniecznie muszę przejrzeć, czy coś jest, i oczywiście czekam na drugą część Magonii (z nadzieją, że będzie równie dobra jak pierwsza).
Do tego ta okładka - jest przepiękna i klimatyczna.

Jak oceniam: 9/10**



*WWW - Wysoki Wskaźnik Wkurzalności
~~Według pokręconeg, dziwnego i zupełnie nielogicznego prywatnego słownika
**Postanowiłam raz zaszaleć, a ponieważ kiedyś trzeba, nie katujcie mnie za to.




środa, 14 września 2016

Pozaświatowcy - Brandon Mull

B e y o n d e r s

Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które sięgnęły najpierw po tę książkę, a nie po osławiony "Baśniobór" autorstwa Brandona Mulla (co będę musiała oczywiście nadrobić). 
Co do Pozaświatowców, to mam całą trylogię na półce. I nie żałuję.



Wydawnictwo: MAG

 Przyznam, że niektóre fantasy czyta się dość długo, ociężale. I właśnie tego, nie wiem czemu, spodziewałam się w tym przypadku. 
A jednak nie miałam całkowitej racji.

Książka opowiada o losach dwójki amerykańskich nastolatków : Jasona i Rachel. Pewnego znikają oni nagle w tajemniczych okolicznościach.
Tak naprawdę trafiają jednak do zupełnie innego świata - Lyrianu. Oboje są zagubieni i mimo, że towarzyszy im tęsknota za domem, to szybko odnajdują się w sytuacji panującej w tej nowej dla nich krainie. Rządy sprawuje tu zły czarnoksiężnik Maldor, który podporządkowuje sobie coraz więcej terytoriów. Wydaje się zbyt potężny, by móc go pokonać, dlatego mieszkańcy stracili już dawno nadzieję. Jednak Jason i Rachel postanawiają wyruszyć na poszukiwanie słowa, które może go zniszczyć - a tym samym uwolnić Lyrian od tyrana. Po drodze napotykają wiele przygód, odnajdują sprzymierzeńców, przyjaciół, ale też i wielu wrogów.


Zacznijmy od minusów.
Na początku trochę wiało nudą, ale autorowi udało się zręcznie rozkręcić akcję.
Jeszcze jedną rzeczą, na którą mogę ponarzekać, to brak dokładniejszych opisów wyglądu postaci (oczywiście nie wszystkich, dało się to jednak odczuć). 

Co dobrego mogę powiedzieć?
Mull pisze dość lekko. Mimo, że nie jest to jakaś wygórowana pozycja, to czyta się ją bardzo dobrze. Może bardziej poleciłabym ją młodzieży niż dorosłym, mimo to zawiera dużo przemyśleń i przydatnych refleksji, a akcja wciąga. Wykreowany tu został ciekawy świat, jednak do serii została doczepiona formułka: "świat bez bohaterów", co podczas czytania książki wydaje się dość trafione. Osobiście nie znalazłam wśród głównych bohaterów postaci, która jakoś szczególnie by do mnie przemawiała (chociaż były niektóre dość interesujące w drugoplanowych), ale chyba o to chodziło - zwyczajni nastolatkowie zmagający się z wielkimi problemami świata, do którego trafiają.


Podsumowując: To była przyjemna lektura, jednak to nie do końca jest to. Jednak jeśli potrzebujecie czegoś niezobowiązującego, to śmiało możecie po nią sięgnąć.


PS: Uwaga, 2 część była trudna do przebrnięcia (mniej akcji), jednak do 1 i 3 nie mam zastrzeżeń :)


Jak oceniam? : 6/10

sobota, 3 września 2016

Wyśnione miejsca - Brenna Yovanoff + post powitalny

Cześć wszystkim! Chciałabym powitać was na moim blogu. Na imię mi Ewelina i zdaję sobie sprawę, że ten post będzie znajdować się na szarym końcu wszystkiego i jeśli mimo to zdołacie się do niego dokopać, to z góry dziękuję wam, że wytrwaliście przez tyle tych przed nim. Z tego samego powodu, jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o mnie lub o blogu - szukajcie na dole strony pod nagłówkiem "O mnie" (zawsze służę radą :P).  Jeśli jednak nie macie czasu, lub dół jest za daleko, to streszczając - ta strona powstała, aby moje odczucia po przeczytaniu książek zostały uwiecznione i być może przysłużyły się niektórym z was. Mam nadzieję, że jeśli już tak zabłądziliście w internecie, że trafiliście tutaj, to będziecie tu jeszcze zaglądać. Teraz chyba czas przejść do meritum.

Miłego czytania!

P l a c e s   n o   o n e  k n o w s

Postanowiłam zrecenzować jako pierwszą książkę, którą nabyłam i przeczytałam w ostatnim czasie. Niestety moja pierwsza recenzja będzie jedynie na wpół pozytywna, nie uważam tego jednak za zły omen :)
Przechodząc do rzeczy, to Wyśnione miejsca na pierwszy rzut oka wydają się bardzo interesujące.
Okładka zachwyca. Tytuł jest intrygujący. Opis nie mniej. Co mogłoby tu zawieść?



Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)

Autorka pisze z perspektywy dwóch osób : Waverly i Marshalla. Ona na co dzień 'nosi maskę', stara się być zupełnie inna, niż jest w środku. Mimo, że po dłuższym czasie zaczyna jej to ciążyć, ciężko jest się jej pozbyć tego, na co tak długo pracowała. Stawka jest zbyt duża. Wysoka pozycja w szkole średniej. Możliwość rządzenia ludźmi znajdującymi się niżej. Renoma u nauczycieli. 
Jak można z tego zrezygnować? 
Tak naprawdę Waverly jest inteligentna. Nie jest tak prosta, jak postrzegają ją inni. Nie jest do końca idealna. I wcale nie jest lodowata, jak jej się wydaje. Widać to przede wszystkim w snach (które przecież są odzwierciedleniem naszych fantazji). Jednak jej postępowanie i tok myślenia bardzo często przypominają te czynności u robota (co nawet porównała ona sama). 
On. Pije, pali. Typowy bad boy (który oczywiście zaczyna intrygować główną bohaterkę, bo to nie nowość, że bad boy'e przyciągają dziewczyny). Do tego ma problemy rodzinne. 
Oboje kojarzą się ze szkoły. Pewnego razu spotykają się we śnie i od tego czasu wszystko zaczyna się stopniowo zmieniać.

Książka trochę rozczarowuje, chociaż może po prostu to ja miałam zbyt duże oczekiwania. Nie oceniam tego jako tragedii, ale kupując, spodziewałam się, że autorka dała się porwać fantazji. Przez to, że jednak tego nie zrobiła, w akcję wkrada się nuda.
Chciałam bardziej bogatych, dłuższych opisów snów, bo były zdecydowanie zbyt ubogie. Chciałam bohaterów, którzy zapadną w pamięć na długo. Chciałam bardziej rozpisanego zakończenia, niestety tego nie dostałam. 

To, co mogę ocenić dobrze, to styl pisania Brenny. Książkę czyta się szybko, mogłabym nawet stwierdzić, że jest 'lekka'. Podobały mi się również niektóre przemyślenia głównej bohaterki.
Tej postaci udało się nawet do mnie dotrzeć - pomijając momenty, w których przełączała się na "tryb robota".
Waverly jest p r a g m a t y c z k ą.
Niektóre jej stwierdzenia są zabawne, I mądre jednocześnie, co tworzy paradoks, jednak przyjemny. W akcji możemy też wychwycić problemy, z jakimi borykają się nastolatki.
Autorka starała się chyba pokazać, jak wygląda nasza hierarchia wartości. Wyśnione miejsca to po prostu książka opowiadająca o losach dwóch nastolatków (z małym dodatkiem fantasy). Oprócz niedosytu spowodowanego zbyt krótkim zakończeniem, to gdyby ta książka miała mieć kontynuację, nie pragnęłabym jej jakoś gorąco.


Jak oceniam?: 5/10


Na koniec dodam jeszcze, że plus należy się za okładkę. To chyba jedna z najlepszych, jakie mam u siebie na półce.

Co wy sądzicie o "Wyśnionych miejscach"? Mieliście okazję czytać? A może mieliście inne odczucia?