piątek, 30 grudnia 2016

Malfetto. Mroczne Piętno - Marie Lu

Dzisiejszym słowem wstępu chciałabym się usprawiedliwić. Tak, wiem, że "Król Kruków" znajduje się w zakładce "Obecnie czytam" od ponad dwóch tygodni. I tak, przeczytałam go już dwa tygodnie temu, ale nie mam weny do napisania jego recenzji i chyba do końca tego roku to się nie zmieni. Właściwie w  ogóle nie miałam wstawiać tu dziś recenzji, w jej miejsce miał pojawić się inny post, ale koniec końców wyszło, jak wyszło i chyba trochę przesunę tamto zamierzenie w terminie. Chyba nikt się nie obrazi, jeśli postanowienia noworoczne dodam po Nowym Roku?

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Adelina kilka lat temu przeszła chorobę, która zostawiła głębokie blizny nie tylko na jej ciele, ale i duszy. Tak jak niektóre z nielicznych osób, które przeżyły, jest naznaczona Mrocznym Piętnem - specjalną zdolnością, u każdego objawiającą się inaczej. Ludzie nazywają takich jak ona Malfetto. Część ludu i władze boją się ich i pogardzają nimi, spychając ich jednocześnie na margines i obarczając ich winą za wszystkie spotykające ich nieszczęścia. Adelina zaznała w życiu dużo cierpienia. Jej serce powoli przejmuje mrok, i dziewczyna może obiecać, że wkrótce to Ci, którzy stanęli jej na drodze będą cierpieli, nie ona...

Chyba większość z nas tak ma, że kiedy sięgamy po inną książkę autora, który wcześniej wywarł na nas bardzo dobre i pozytywne wrażenie, mamy w stosunku do niej wysokie oczekiwania, a poprzeczkę ustawiamy bardzo wysoko. I chyba każdy zna to uczucie, kiedy okazuje się, że tym razem to nie będzie dobra lektura - opisuje je najlepiej tylko jedno słowo - zawód.

Marie Lu jest autorką serii "Legenda" (recenzja 1 części - klik), dzięki której wkradła się w moje łaski. Odnoszę dziwne wrażenie, że pisząc "Malfetto" Lu celowała wyżej niż przy wymienionej wcześniej serii, ale nie do końca się jej udało. Owszem, pomiędzy "Legendą" a "Malfetto" jest przepaść - ale nie uznałabym jej za pozytywną. Szczególnie zadziwiła mnie kreacja postaci - tak dobra tam, a o wiele słabsza tutaj.

Główna bohaterka powieści, mimo, że ma potężną moc i ma być zła do szpiku kości, jest tak naprawdę bezbarwna. W dodatku mówi bardzo mało i jeśli podejmuje jakąkolwiek decyzję, to jest to ta najgorsza opcja z możliwych. Rozumiem, że Marie Lu chciała stworzyć antybohatera - ale nawet on powinien być odrobinę przebieglejszy i myślący przede wszystkim. Nie mam nic przeciwko czarnym charakterom, często nawet czuję do nich sympatię, pod warunkiem, że mają jakiś wyraz, że to złoczyńcy z prawdziwego zdarzenia.
Byłabym w stanie również zrozumieć szpecące Adelinę blizny (w końcu to taka odmiana od wszystkich perfekcyjnych bohaterów, prawda?), choć nie powiem, że wcale mnie nie irytował brak jednego z jej oczu. Skoro już jednak musiało tak być, to chociaż autorka mogła to oddać bardziej realistycznie. Za to raz czytałam, że Adelina ma zasklepioną bliznę tam, gdzie powinno być oko, a raz, że ma pusty oczodół (to znaczy nie, że pusty oczodół jest pod blizną, tylko, że jest odsłonięty). Nie wiem, czy ja czegoś nie zrozumiałam, ale wydaje mi się, że jedno nie równa się drugiemu? To chyba powinno być zakwalifikowane do miana błędów technicznych.

Reszta bohaterów również mnie nie zachwyciła. Relacje pomiędzy nimi zostały słabo przedstawione i wydawało mi się ich tak jakoś mało w akcji. Nawet Enzo w moim mniemaniu został przedstawiony jakoś...niewystarczająco.  Jedynie Terenowi autorka poświęciła więcej uwagi, dzięki czemu jesteśmy w stanie dogłębnie go poznać. 
Inną rzeczą jest to, że nie zupełnie umiałam zrozumieć poczucia humoru bohaterów. Jeśli zdarzał się tam śmiech, to jego powodem była kompletnie sucha sytuacja i nie było w niej nic zabawnego. Wyglądało to tak, jakby Marie Lu w ostatniej chwili przypomniało się, że byłoby fajnie, gdyby w "Mrocznym Piętnie" znalazło się parę humorystycznych scen i postanowiła tam wcisnąć cokolwiek...

Czas wymienić plusy, bo chyba narzekania było już dość.
Sama fabuła była dość interesująca i wręcz odbiegająca od innych. Tym razem odrzuceni nie byli tylko ci niżej postawieni w hierarchii społecznej, ale znajdowali się tam również ci z wyższych klas. Nareszcie przynajmniej w obliczu choroby ludzi nie chroni pozycja.
Poza tym powieść napisana jest w bardzo przystępnym i miłym języku - przynajmniej w kwestii stylu pisania Lu nie zawodzi. Za sprawą tego oraz dużej czcionki czyta się błyskawicznie, dlatego jeśli nawet lektura nie przypadnie wam do gustu, nie będziecie zbytnio żałować poświęconego czasu.

Jeśli w tej książce jest coś, co mnie zaintrygowało, to z pewnością jest to zakończenie. Pojawił się tam rozdział z punktu widzenia pewnej postaci - Maeve*. Szczerze mówiąc uważam, że gdyby ona była główną bohaterką, powieść byłaby znacznie ciekawsza. Niestety musimy zadowolić się Adeliną.
Jeśli postanowię sięgnąć po drugą część (ale to raczej nie zdarzy się w najbliższym czasie) to będzie to spowodowane tym, że końcówka zdecydowanie wzbudziła moją ciekawość i zatrzymała mnie na chwilę w napięciu. No, cóż.. Jeśli planujecie sięgnąć po powieść autorstwa Marie Lu, zdecydujcie się na "Legendę", ponieważ "Malfetto" raczej nie wywrze na was większego wrażenia.

Jak oceniam?: 4/10

A wy? Czytaliście "Mroczne Piętno"? A może macie za sobą serię "Legenda"?


*Zbieżność osób i nazwisk z postaciami ze "Szklanego Tronu" jest prawdopodobnie przypadkowa.

15 komentarzy:

  1. Ja nie czytałam, ale po tak niskiej ocenie raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam, ale miałam ochotę po nią sięgnąć. Skoro ją oceniłaś tak nisko to mój zapał lekko ostygł, ale jak będę miała okazję to może przeczytam.

    zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. MAM DOKŁADNIE TAKIE SAMO ZDANIE! Normalnie jakbyś mi wyjęła to z ust, zawarłam w swojej recenzji bardzo zbliżone zarzuty. Nawet ocena ta sama :DD
    Uwielbiam Lu za "Legendę", cała trylogia zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Nasłuchałam się na zagranicznych kanałach, jakie to "Malfetto" jest cudowne i w ogóle, kupiłam i bardzo się zawiodłam. To nie jest autorka, którą tak pokochałam, no niestety :( Stwierdziłam, że w przyszłym roku robię re-read - zobaczymy, czy spojrzę na tę powieść inaczej.
    Cudowny blog! Czytamy bardzo podobne książki i jestem pewna, że zostanę tu na dłużej. Chyba zdążyłaś już wpaść na mój ranking top 3 najlepszych stron :D
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Księgi wyzwań Dasha i Lily"! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, masz rację, spojrzałam na Twój spis treści, a tam same książki, które czytałam lub zamierzam przeczytać! Na pewno też będę do Ciebie zaglądać, bo coś czuję, że w kwestii książek będziemy mogły sobie doradzać :D

      Usuń
  4. Ja jestem fanką tej serii, spodobał mi się pomysł na fabułę. Może w pierwszym tomie bohaterowie nie byli zachwycający, ale w kontynuacji wypadli o wiele lepiej :)
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fabuła rzeczywiście oryginalna :)

      Usuń
  5. Czytało mi się przyjemnie. Ale też mi czegoś brakowało :) Poza tym nie mogłam przetrawić i Adeliny, i Enzo. "Legendy" nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do moich faworytów również im daleko niestety.

      Usuń
  6. Mnie ogólnie książka nie zachęca. Ale nie czytałam, więc się nie wypowiem.
    Pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com [nowa recenzja]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam zachęcana wszechobecnymi pochwałami, i odrobinę się rozczarowałam.

      Usuń
  7. Takie niedociągnięcia techniczne mogą razić, lecz mogłabym się zastanowić nad przeczytaniem tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie przypadłaby do gustu :)

      Usuń
  8. Nie czytałam, bo to książka nie w moim guście. I dobrze.
    Zapraszam cię do siebie na konkurs. ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nie sięgnę, choć opis mnie zaciekawił. Jestem jednak zdania, że czasem szkoda marnować czasu na przeciętniaki. Mimo to cały czas się zastanawiam, bo może akurat mi przypadłaby do gustu ta książka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem lepiej poświęcić czas na trylogię "Legenda".

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad - każdy komentarz to motywacja do dalszego blogowania.
Możesz również pozostawić link do swojej strony, zawsze chętnie zaglądam na inne blogi, udaję się tam w poszukiwaniu kolejnych książek wartych przeczytania i podzielenia się swoją opinią :)