wtorek, 22 listopada 2016

Fobos - Victor Dixen


Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)

Życie Leonor do tej pory było jednym wielkim nieporozumieniem i rozczarowaniem. Jako dziecko dziewczyna została porzucona na śmietniku przez osoby, które prawdopodobnie mogły być jej rodzicami, ale nie ma pewności, ponieważ nigdy ich nie poznała. Wychowywała się w domu dziecka. Kiedy dorosła, wcale nie było lepiej. Musiała podjąć pracę w fabryce przy produkcji karmy dla psów. Szczyt marzeń? Nie sądzę.
Gdy pojawia się okazja do rozpoczęcia całkiem nowego życia, Leonor postanawia z niej skorzystać bez względu na wszystko. W końcu, czy ma coś do stracenia? Program Genesis oferuje jej lot na Marsa wraz z kilkunastoosobową załogą, a także założenie związku z jedną osobą z niej i stworzenie nowej kolonii na Czerwonej Planecie. Jest jeden haczyk - cała podróż to tak naprawdę reality show o... szybkich randkach i odnajdywaniu miłości, mającej poruszyć ludzkość na ziemi. Leonor i cała grupa ze statku Cupido będą 24/7 pod nadzorem kamer, a wszystkie ich kroki będą transmitowane w telewizji na całym świecie.

Przyklejam więc do twarzy najbardziej czarujący uśmiech, na jaki mnie stać, ten sam, który ćwiczę przed lustrem każdego ranka.

I to wszystko byłoby akceptowalne, gdyby nie to, że wkrótce wyjdzie na jaw okrutna prawda o całym projekcie..

W zawirowaniu natłoku wszystkich spraw i nauki (albowiem matura nadchodzi) zdołałam pochłonąć kolejną książkę, choć sama nie wiem, kiedy znalazłam czas. Stwierdziłam jednak, że no.. ile można wytrzymać bez czytania? I mimo, że trochę bałam się ruszyć "Fobosa", ponieważ obawiałam się, że to będzie kopia "W otchłani" Beth Revis, postanowiłam w końcu się za niego zabrać. Po przeczytaniu  z lekkim sercem mogę stwierdzić, że wcale nie widzę podobieństw, oprócz tych oczywistych (kosmos, zaludnienie innej planety i tak dalej).

Muszę się jeszcze przyznać, że spodziewałam się po tej książce niczego większego. Ot, tak, zapowiadało się całkiem zwyczajnie. Wybrałam właśnie ją, bo wydawało mi się, że po prostu szybko przez nią przebrnę i nic szczególnego mnie nie zaskoczy. I na początku rzeczywiście wydawała się.. po prostu średnia.

Victorowi Dixenowi* udało się jednak podejść mnie później, kiedy totalnie wkręciłam się w akcję. I tak, to zdecydowanie było pozytywne odczucie, ale zaczęłam się zastanawiać - czy ludzie są aż tak stereotypowi, aż tak przewidywalni, że lecą na (przynajmniej tym razem nie tanie) reality show do tego stopnia, że mogą się od niego uzależnić? Bo ze mną było tak, jak z większością ludzkości, która miała oglądać rozterki pasażerów statku Cupido. Za każdym razem, gdy odkładałam książkę, wkrótce wracałam po więcej.
Podsumowując -  wystarczy wiedzieć, jak funkcjonuje psychika standardowego Kowalskiego i jak w nią trafić, i wtedy macie gotowy przepis na udaną książkę. Oczywiście Victorowi Dixenowi się powiodło.

Wątek miłosny oczywiście jest poruszany przez autora, bo na tym ma polegać program - znalezieniu partnera/ partnerki  ku uciesze widzów. Jednak nie jest on bardzo natrętny ze względu to, że dużą część książki zajął sam opis wszystkiego związanego z projektem i show, i przedstawieniem osób z nim powiązanych, oraz przez na krótkie spotkania dziewcząt i chłopców, co niektórym wcale nie będzie przeszkadzać. Ja uważam, że Dixen mógłby opisać więcej spotkań Leonor z Marcusem i trochę żałuję, że tego nie zrobił.

Czy mam swojego faworyta wśród bohaterów?
Pewnie jesteś zazdrosny o Mozziego
To mnie rozbroiło - takie typowe!
I nie, nie jestem fanką Mozarta. Niestety nieszczególnie do mnie przemówił. Od początku polubiłam za to Marcusa. Reszty chłopców nie mamy okazji za bardzo poznać, ponieważ występują z nimi tylko krótkie epizody - autor opisuje sytuację w ich kapsule tylko raz, poza tym mamy z nimi styczność jedynie podczas szybkich randek. Co do dziewczyn - Leonor nie jest zła. To znaczy - nie jest to moja bohaterka idealna, ale to jest dość specyficzna i inteligentna, za co zapunktowała. Kirsten od początku wydawała się zbyt łagodna - co było aż nadto podejrzane, niestety straciła nad sobą kontrolę tylko raz (ale moje przeczucia się sprawdziły!). Kelly - w porządku, Safia - może być, Fangfang - zdecydowanie nie, Elizabeth - nie, nie, i jeszcze raz nie. Ta postać chyba celowo została wykreowana tak, by nie wzbudzić miłości czytelnika, albo nawet powodować niechęć.

Dużo uwagi poświęcone zostało zmaganiom Leonor z jej bliznami na plecach, pozostałościach po oparzeniu. "Salamandra", bo tak dziewczyna je nazywa, zostawiła trwały ślad nie tylko na jej ciele, ale też, a może nawet przede wszystkim, na umyśle. Leonor wielokrotnie jest bliska załamania z jej powodu. Wbrew pozorom Salamandra jest dość ważna w fabule książki.

Sama intryga organizatorów całego Programu była dość przewidywalna. A tak właściwie nie tyle intryga, co sekret, który ukrywali i to, że wyjdzie prędzej czy później na jaw.
Książka jest po prostu przejrzysta i ogólnie rzecz biorąc nie mam nic strasznego do zarzucenia stylowi pisania autora, chociaż nie jest on moim ulubionym. Momentami był dość odczuwalny, choć może dziwnie to brzmi - nie mogłam do końca wtopić się przez niego w akcję.
Poza tym, jak już wcześniej wspomniałam - niektóre wątki mogłyby być szerzej poruszone. "Fobos" wydaje się za krótki.
Powieść wydaje mi się prosta, ale mimo to dobrze mi się ją czytało i chciałabym mieć pod ręką drugą  jej część - zakończenie zdecydowanie trzyma w napięciu.


Jak oceniam?: 8/10

*Tak, wiem, to strasznie dziwnie wygląda i brzmi w spolszczonej wersji..



Czytaliście? Gdyby "Fobos" miał zostać zekranizowany, widzielibyście go bardziej jako film, czy serial? (ja widzę go bardziej w drugiej opcji!)


10 komentarzy:

  1. Fajnie by sie sprawdził jako serial ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam na półce od dłuższego czasu, ale jeszcze jej nie przeczytałam. Mam na nią ogromną ochotę, tylko niestety książek w kolejce masa...
    Ciekawa jestem kiedy wydadzą kolejne tomy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, jak na razie nic niestety nie słyszałam :/

      Usuń
  3. Nie czytałam, ale powiem szczerze, że zainteresowałaś mnie. Może nie jest to jakaś szczególnie wybitna powieść, ale tak na rozluźnienie - czemu nie. Pewnie sama wkręciłabym się w ten show i chciałabym wiedzieć więcej i więcej :)
    Pozdrawiam i zapraszam na swojego bloga, gdzie pojawiła się recenzja książki "Plaga Samobójców",
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
  4. Weronika Gruzińska24 listopada 2016 17:12

    Wydane przez Moondrive a to znaczy, że musi być dobre :D Chciałabym ją przeczytać, zamowię ją niedługo :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobra ocena, ale to chyba jednak nie moje klimaty ;)
    Spojrzenie EM

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam, ale bardzo bym chciała w przyszłości to nadrobić. Ta książka co prawda nie należy do mojego grona książek, które muszę przeczytać, jednak miło byłoby kiedyś to zrobić, bo wydaje się, że ma ciekawy pomysł fabularny :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tę książkę w wakacje i nie mam jej nic do zarzucenia. Bardzo polubiłam wszystkie postaci i jestem ciekawa co dalej się z nimi stanie. Czekam razem z tobą na drugi tom!
    Pozdrawiam WiktoriaCzytaRazemZWami

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię książek, których akcja dzieje się w kosmosie i mimo wielu pozytywnych recenzji nie mam zamiaru jej czytać.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad - każdy komentarz to motywacja do dalszego blogowania.
Możesz również pozostawić link do swojej strony, zawsze chętnie zaglądam na inne blogi, udaję się tam w poszukiwaniu kolejnych książek wartych przeczytania i podzielenia się swoją opinią :)