środa, 5 października 2016

Zemsta Czarownicy - Joseph Delaney, cykl Kroniki Wardstone


Wydawnictwo: Jaguar

Thomas Ward jest siódmym synem siódmego syna - a to oznacza, że jest kimś wyjątkowym (i nie chodzi tu o nagromadzenie liczebników przy jego imieniu). Ma umiejętności kwalifikującego go na zostanie uczniem stracharza (człowiek chroniący ludzi przed złymi istotami). Na pewno nie będzie to łatwe zadanie, poza tym Tom boi się życia w samotności, na jakie skazany jest stracharz. W ogóle jego życie związane jest nieodłącznie ze strachem, ciężkimi wyborami i mrokiem. Czy chłopak podoła nowej roli? Czy rzeczywiście jest do tego odpowiedni? I czy uda mu się podołać oczekiwaniom matki, która pokłada w nim wielkie nadzieje?*


Istnieją książki, których akcję, kiedy czytasz, masz dosłownie przed oczami - mówię o czymś więcej niż zazwyczaj podczas czytania - zupełnie, jakbyś oglądał film. Właśnie takie odczucie, jakbym miała przed sobą szklany ekran i obserwowała, towarzyszyło mi podczas czytania Zemsty Czarownicy.

Nie wiem, co jest tego przyczyną, ale spodobało mi się to, dlatego mam przyjemne wrażenie po przeczytaniu tej książki.
Pisana jest bardzo prostym językiem. Zaklasyfikowałabym ją jednak, pomimo to do miana dobrego fantasy - ma w sobie wszystko, co można do tego zaliczyć. Jeśli chodzi o wykreowany świat, to w sumie nie ma w nim nic nowego, ale w czasach, kiedy już prawie wszystko napisano i wymyślono, ciężko zarzucić autorowi nieoryginalność. Podczas lektury tej książki to po prostu nie przeszkadza.
Pochwalę jeszcze umiejętną zdolność budowania napięcia i grozy Delaneya - pomimo, że przeszłam przez Zemstę Czarownicy tak szybko, to muszę przyznać, że są tu momenty, przez które można, oprócz do fantasy, podpiąć ją do miana horroru.
No, lepiej zastosujcie się do napisu na tylnej okładce, który mówi, by nie czytać po zmroku.

Nie ma jednak nic idealnego - chyba czas na wytknięcie wad autorowi.

Po pierwsze, główny bohater to trochę niemowa - przez co w książce jest stosunkowo mało dialogów. Niby to nie przeszkadza zbytnio, ale jednak w książce, która ma niewiele (bo 270 stron) bardzo łatwo to zauważyć.
Po trzecie - szkoda, że Delaney nie wykreował bardziej wyrazistych bohaterów. Może zmienia się to w następnych częściach, ale jak na razie to wydali mi się oni tacy.. dość neutralni. Mam nadzieję, że (w szczególności) postać Stracharza zostanie później doszlifowana. Najbardziej podobała mi się postać Alice - powinno być jeszcze więcej jej wątku.
Po czwarte - czuję niedosyt spowodowany zbyt krótką długością.

Co by tu nie zarzucić - i tak zamierzam zainwestować w kolejną część (a w sumie jest ich 13 <obstawiam, że liczba nieprzypadkowa>). Oczywiście, jak już skończę czytać wszystkie książki, które wołają do mnie z półki i spodziewam się, że zajmie to trochę czasu. Delaney nie zakończył pierwszej części jakoś dramatycznie, więc przynajmniej nie czuję tej palącej potrzeby (tak jak to jest w przypadku tych dramatycznych zakończeń).


Polecam wszystkim miłośnikom fantasy i dreszczyku. Nie pożałujecie.



Jak oceniam? : 7/10

*Aż samo się prosi o odpowiedź, ale przecież spoilerowanie jest grzechem :/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad - każdy komentarz to motywacja do dalszego blogowania.
Możesz również pozostawić link do swojej strony, zawsze chętnie zaglądam na inne blogi, udaję się tam w poszukiwaniu kolejnych książek wartych przeczytania i podzielenia się swoją opinią :)