sobota, 1 października 2016

Obsydian - Jennifer L. Armentrout, Seria Lux



Seksowny. Tajemniczy. Apodyktyczny. Nieprzystępny.

Czy to Grey ? (zabijcie mnie ;-;)

Nieeeee...

To Daemon, Daemon Black.



Wydawnictwo: Filia
W cyklu ukazały się: Obsydian, Onyks, Opal, Origin, Opposition 


Katy Swartz (niestety trochę denerwujące nazwisko, kojarzy się ze Swan, a Lux bywa już i tak często przyrównywana do Zmierzchu)* przeprowadza się ze swoją mamą z Florydy do małego miasteczka w Wirginii. Katy nie cieszy perspektywa zmiany poprzedniego miejsca na właśnie takie, jednak stara się to zaakceptować ze względu na mamę, która chce zacząć nowy rozdział w życiu. Ku zdumieniu Kat ich sąsiadami okazuje się oszałamiające rodzeństwo, Dee i Daemon. Nie trzeba chyba mówić, co jest dalej. Dzieją się różne rzeczy - na początku jest naprawdę stereotypowo. No dobra, może i nawet kiczowato,ale później nieco ulega to zmianie, bo kluczowymi istotami w książce nie są ani wampiry, ani wilkołaki, nie upadłe anioły, tylko Luksjanie i Arumianie - istoty światła i cienia.


Będę bardzo powierzchowna i na początek znów ocenię okładkę (nic mnie nie obchodzi to, że nie wypada). Ogólnie była ładna, ale rodem wyjęta z typowego romansidła (a dziewczyna, którą widać w pełni na okładce Onyksu wygląda jak Karyna...(wybaczcie kolokwializm). Kiedy to zobaczyłam, miałam ochotę płakać. Zamysł okładek w tym stylu w sumie zakrawa trochę na ironię, bo Katy jako bloggerka i książkowy nerd nawet miała w posiadaniu taką pozycję, gdzie na okładce główną rolę pełnił sześciopak jakiegoś mięśniaka (i chyba ktoś stwierdził, że fajnym pomysłem będzie wzorować się na tej treści - serio, zerknijcie na okładkę Originu, może nie widać dużo, ale jednak).
Rzecz, która podobała mi się najbardziej, to grzbiety. Są naprawdę ładne!

Opis książki jest najzwyczajniej w świecie banalny i wygląda, jakby była ona o tematyce, która już dawno została dość wyczerpana, co może niektórych zniechęcić. Seria Lux cieszy się jednak zarówno dobrymi, jak i złymi opiniami (chociaż z tego, co zauważyłam, to przeważają te dobre). Muszę przyznać, że mimo, że mnie nie rzuciła na kolana i nie zmusiła do głębszych refleksji, to jest bardzo dobra. Zorientowałam się, że zdążyłam przeczytać pierwszą i drugą część, dopiero, kiedy byłam na ostatniej stronie Onyksu i uświadomiłam sobie, że czas wyruszyć na polowanie i kupić resztę. Nie wiem, czy to zasługa umiejętnego pisania autorki, czy tego, że w głównej mierze, poza wątkiem konfliktu świecących i cienistych, seria opiera się na związku Kat i Daemona (no, może tak troszeczkę zaspoilerowałam tym zdaniem osobom, które przymierzają się do czytania pierwszej części, wybaczcie...), co często usprawnia czytanie - pomimo, że czasami może być nieco denerwujące (jeśli zabierzecie się za czytanie, to zrozumiecie, co jest problemem - choćby to całe "kotkowanie", które dodam, ciągnie się przez wszystkie części).  Armentrout przesadziła niestety trochę z tym słodzeniem.
Można powiedzieć, że to po prostu typowy romans paranormalny.
Co do jego uczestników, to Daemon jest taki... cóż, taki, jak wcześniej opisałam. To ideał (na początku może nie do końca), który jest ucieleśnieniem marzeń każdej kobiety (niezaprzeczalnie).
Katy jest całkiem w porządku, to znaczy, przynajmniej stara się mieć swoje zdanie i być użyteczna. Po dłuższym zastanowieniu mogę chyba napisać, że nie było tu postaci, która by mnie denerwowała - co jest naprawdę bardzo rzadkie i nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej, ale ostatecznie stwierdzam, że chyba jednak lepiej.
Plusem jest też to, że autorka starała się tworzyć zabawne postaci, więc nie ma zbyt sztywnej czy nudnej atmosfery.

Zostało mi do przeczytania jedynie Opposition, ale ja już po prostu to wiem, że dla głównych bohaterów będzie happy end (i bardzo dobrze). Takie rzeczy da się czasem wyczuć (poza tym to nie trylogia*...), dlatego nie czuję się szczególnie trzymana w napięciu, pomimo zakończenia czwartej części, które teoretycznie powinno coś takiego spowodować.

Jeśli ktoś szuka czegoś lekkiego i przyjemnego, to Lux jest idealne. To taka książka, która na chwilę oderwie Cię od rzeczywistości. Tak jak napisałam wyżej - nie zmusiła mnie do dziwnych rzeczy i czczenia autorki - ale dobrze zabiła czas. Strony po prostu same się czytają, a kiedy ty nagle się otrząśniesz i podniesiesz wzrok na zegar, to zobaczysz, że minęło już parę godzin.

 (Co się stało z moim życiem i kto mi ukradł pół dnia?!)




Jak oceniam?: 6,5/10***

*Wybaczcie mi proszę moją tendencję do nadużywania komentarzy w nawiasach.
**Trylogie są bardzo często kończą się źle! 
***Żeby nie przesadzać z tymi wysokimi ocenami.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad - każdy komentarz to motywacja do dalszego blogowania.
Możesz również pozostawić link do swojej strony, zawsze chętnie zaglądam na inne blogi, udaję się tam w poszukiwaniu kolejnych książek wartych przeczytania i podzielenia się swoją opinią :)